środa, 13 listopada 2013

coś z ryby jest na rzeczy

tak zaczął się dzisiaj mój dzień
 
 
nie mogłam się powstrzymać i musiałam się zatrzymać i wdychać tą mgłę.... i zrobić zdjęcie.  nazwałam to sobie magic day i tak się wszystko zaczęło
 
urodzinowy dzień dzisiaj
na uczelni miła niespodzianka, znajomi pamiętali
ważne szczególnie jak nie jest się u siebie i wśród swoich
wieczorem spotkanie ze znajomym tutejszym więc prawie nieznajomym ale też pamiętał :-)
 
odbiegając na chwile od tematu od kilku tygodni krąży wokół mnie temat Syren
na początku trafiłam na informacje o odnalezionych szczątkach - szkielecie pól człowieka pół ryby, szok , zdjęcia wyglądają wiarygodnie, chwila zastanowienia i zdziwienia i tyle
kolejny raz ktoś ze znajomych porusza temat od bardziej naukowej strony wyjaśniając jak to się kiedyś zaczęło, że ryby wyszły na ląd itd :-)
śmieję się ...
ale jak już w książce na zupełnie inny temat trafiam na temat syren... zaczynam się zastanawiać
zawsze tak robię jak coś wraca do mnie kilka razy
zastanawiam sie nadal
dzisiaj w prezencie od znajomego nieznajomego dostaję szampana zwanego Marmaid z syrenami pięknymi na butelce...
i tak to narazie zostawiam....
magiczny początek i zakończenie urodzinowego dnia

poniedziałek, 11 listopada 2013

w życiu na deskach czasami

na różnych łóżkach spałam
sofy,niesofy, kanapy, materace, karimaty itd
niby wygodnicka jestem ale jak trzeba potrafie zacisnąć zęby dla dobra ogólnego i przyszłego

więc jak miałam kupić łóżko do swojego nowego M2 w Amsterdam 'ie nie słuchałam porad "dobry cioć i wujków" , że w łóżko jest najważniejsze i musi być wygodne i trzeba dobrze sprawdzić przed zakupem a najlepiej kupić nowe bo nie wiadomo kto na nim spał i co robił:-)

to sobie znalazłam holenderskie allegro zwane marktplaats.nl i postanowilam jednak kupić używane w ramach oszczędności ale też swoich doświadczeń, że przecież wszystkie łóżka są wygodne

w deszcz, co nikogo tu nie dziwi bo pada prawdziwie, jechalam z mapą w ręku w nieznane i się zgubiłam i nie dojechałam
ale żeby niebyło, obejrzałam jeszcze raz zdjęcia i  kupiłam to łóżko, nie widziałam, nie próbowałam, wzięłam

transport to tu osobna historia
schody wąskie i kręte, więc w wiekszości przypadków wciąga się wszystko liną na haku przez okno:-) ale najpierw trzeba znaleźć ochotników do przewiezienia :-)
miałam szczęście, dużo mam tu szczęsia w ogóle i widze to i bardzo doceniam każdego dnia
ekipa remontowa (agencja nieruchomości wyremontowala mi mieszkanie w ramach usługi) - 100% made in Poland - przywiozła mi łóżko i się położyłam i nie wierzyłam, że tak straaaasznie może być ...
czuć całą konstrukcje drewaniana i metalowe sprężyny ... pierwsza noc nieprzespana
po dwóch dniach nauczyłam się tak układać, że można było usnąć ale nie można było się ruszać...
po 3 tygodnia stwierdziłam, że juz nie dam rady , nie mam siły i nieszczęśliwość mnie ogarnęła
znalazłam nowe - też używane
ale tym razem pojechałam, poleżałam i jeszcze dałam sobie kilka dnia na zastanowienie
wziełam i właściciel mi jeszcze przywiózł i wniósł łoże w częściach
nie złożył i powiedział, że to proste i dam rade
pomyślałam, że skoro tak mówi to pewnie proste

składałam 2 dni, mineły już 3 tygodnie a ja nadal nie mogę dopasować 5 metalowych części
po prostu moja głowa nie ogarnia takich rzeczy, licze na cud, że mi się przyśnie gdzie to i po co mam wsadzić
spię bez tego i w zasadzie jeszcze się nie zapadłam wieć po co te metale?
i już się nie dam nabrać jak facet mówi, że proste ... nie wypuszcze z domu następnym razem ...

ale za to jaka wygoda, pierwsza noc - rozkoszowanie się miękkością, płaskością i cudownością, wręcz mi się niewarygodne wydawało, że tak pięknie może być
jak to nie dużo trzeba jak się w życiu na deskach śpi czasami :-)

stara łóżko się sprzedało w tym samym miejscu gdzie się kupiło i to była wielka radość bo wyjątkowo niesympatią do niego pałałam:-(

czuję sie zadomowiona - w ciągu miesiąca kupilam dwa łóżka i jedno sprzedałam, swój człowiek już tu jestem :-)

dobrego i wygodne snu :-)

piątek, 25 października 2013

cuda niewidy

no i jestem
pierwszy miesiąc: wariacki
mieszkałam u znajomych szukajac jednoczesnie swojego kąta
jak to zwykle bywa kilka dni jest cudownie pozniej coraz gorzej :-) albo inaczej: nie jest łatwo
zaciskasz zęby i myślisz, że to tak jest jak sobie na nowo życie układasz i zmieniasz itd
no to zaciskałam

mieszkanie znalazłam w ciągu tygodnia ale z możliwości wynajęcia dopiero za miesiąc
cuda się zdarzają
planowałam znaleźć pokój u kogoś bo lepsza cena i nie byłabym sama (bo juz zawczasu się bała samotności)
a tu niespodzianka, znalazło się fajne mieszkanko na poddaszu, 2 pokoiki przy samym parku, w centrum w lepszej cenie niz pokoje u kogoś :-)
Mówią, że Amsterdam nie jest łatwym miejscem do znalezienia mieszkana a już w dobrej cenie się nie da ...no to się da :-) z pomocą dobrych ludzi

od początku kiedy wpadłam na pomysł i pierwszy raz tu przyjechałam spotykam dużo dobrych ludzi
za co każdego dnia dziękuje i uśmiecham się do siebie na samą myśl

rower kupilam 3 dnia
chcialam szybko to znajomy zaprowadził mnie do sklepu i wyszłam z nowym
jest cudny i sprawuje sie super ale teraz już wiem ze mozna kupić równie fajny, używany i zapłacic 3 razy mniej ...
nazywam to procesem osiedlania kiedy na poczatku bierzesz wszystko co Ci daja bo nie znasz innego rozwiazania ...
jak się tu patrzy na rowerzystów wygląda to przerażająco - tłumy pędzące bezwiednie gdzieś tam
próbowałam obserwować, uczyć się zasad... szybko się jednak okazało, że zasad nie ma (czerwone światło - wszyscy jada itd ) a w zasadzie jest tylko jedna zasada: rowerzysta ma zawsze pierwszeństwo więc wbrew pozorom na rowerze jeździ się tu lepiej niż gdziekolwiek indziej
ścieżki - ja to nazywam autostradami - są oznakowane jak ulice, światła też są odzielne dla rowerzystów, wszytko dobrze i jasno zaplanowane
bez roweru się nie ruszam :-)

mam też szczęście jeśli chodzi o pogodę - też mówią, żebym się nie przyzwyczajała
a ja się przyzwyczaje :-)
słońce świeci, ciepło jest :-)

drugi miesiąc: więcej równowagi
wprowadzona do nowego mieszkanka - perypetie z łóżkiem to temat na oddzielny post :-)
powoli się rozglądam jak wygląda okolica, co gdzie jest itd
niesamowite ale na poczatku trudno nawet znaleźć swoje ulobione jedzenie, smaki, kolory
wybijasz się całkowicie ze swojego rytmu
ale już powoli czuję, że wracam do równowagi, znajduje swoje sklepy a do tego otwieram się na nowe przysmaki
potrzebuje człowiek mieć jednak jakies stałe elementy i rytualy w swoim życiu
ale które zostawić a które zmienić ?

szukam odpowiedzi ...






niedziela, 1 września 2013

martwić się na zapas? nieeee!!!


mieszkanie wynajęło się dzień przed wylotem:-)
złota rączka wszystko zorganizował na tiptop
walizka piękna, duża, fioletowa, przez internet = sprawnie,korzystnie z dobrym doradztwem:-) luxwalizki.pl
na pożegnaniach spędziłam tyle czasu, że ostatecznie zorganizowałam pożegnalną "imprezę" gdzie zebrałam wszystkich niedobitków moich kochanych:-) i przy okazji rozdałam ciuchy i inne tego typu rzeczy

no a jak przyszło do pakowania walizki to czekałam do ostatniego dnia i okazało się, że nawet połowy rzeczy, które chce zabrać nie mieści!!!
i się obudziłam, że niby co dalej?
pomoc sąsiadów uratowała mi życie - prześlą paczkę z niedopakowanymi rzeczami i załatwią niezałatwione rzeczy jak odebranie kurtki od krawca (bo zapomnialam:-)) i będą odbierać listy polecone z poczty bo się okazało, że jest taka usługa, że upoważnić innych bezterminowo można

dzień przed wylotem dowiedziałam się jeszcze o bezpłatnym ubezpieczeniu na wyjazdach zagranicznych do max 6 mscy EKUZ
https://www.ekuz.nfz.gov.pl/wypoczynek/wniosek-ekuz
nie wszędzie działa i nie zawsze ale zawsze lepiej mieć niż nie mieć :) to sobie stanęłam w kolejce godzinę i sobie wziełam i sobie sobie sobie :-)

pakowanie mieszkania i siebie do 5 rano, 2h snu i od 7 znowu bo o 10 wyjazd na lotnisko
więc nieprzytomna, na kawie i emocjach
wszystko udało się tu zamknąć ...

jeszcze do mnie nie dotarło, że zrobiłam to o czym zawsze marzyłam: wyjazd+moda
odetchnę chwile i pewnie powoli dotrze :-) i otwierać zaczę nowy rodział

czwartek, 15 sierpnia 2013

odwaga ?

bilet kupiony, ruszam 28.08.13
wszyscy gratulują mówią, żem odważna
a to, że ja to robię to nie znaczy, że się nie boję
boję sie jak cholera ale robię
a może odwaga to bać się i robić a nie się nie bać?
mam swoje momenty, siedzę i płaczę bo już tęsknię bo nie wiem co mnie czeka, bo mieszkanie jeszcze się nie wynajęło i tu moje i tam dla mnie
trudne są te chwile chociaż z boku cały ten proces może wyglądać imponująco i podniecająco ... ja jeszcze tego tak nie widze
bo jak się zastanowię to lubię to miasto, kocham tych ludzi i dobrze się tu czuję
coraz więcej fajnych miejsc, coraz więcej fajnych rzeczy, coraz więcej i intensywniej się tu dzieje
a najwięcej się tu dzieje we wrześniu :-) jak to zwykle bywa
ale zew natury wzywa i jest o silniejsze ode mnie :-)

p.s przygotowania rozpoczętę:
- ogloszenie o mieszkaniu do wynajecia wrzucone - narazie 0 chetnych :-(
- zlota raczka jutro przemeblowuje piwnice zebym mogla tam wszystkie niepotrzebne graty wrzucic
- szukam duzej (i ladnej oczywiscie) walizki
- poszukiwania mieszkania w Amsterdamie też rozpoczętę
- pierwsze pożegnalne kolacje ze znajomymi  :-)
- przegląd szafy zrobiony i domowe "swapy" w toku
- przeglądy innych zakątków mieszkania odwlekam jak mogę:-)




wtorek, 6 sierpnia 2013

koty za płoty

no i pojechałam na obóz tai chi
poodychałam, wyciszyłam się (pomijając codzienne wieczorne imprezy :-)) i podjęłam decyzje
wyprowadzam się do Amsterdamu !!!!!!!!!!!!!!! i od września zaczynam zajęcia w Amsterdam Fashion Academy (jeszcze negocjuje cene :-))
narazie 6 mscy z opcja przedłużenia do roku
ale jak po miesiącu stwierdze, że to nie to wracam i to też będzie ok a jak nigdy nie wróce to też płakać nie będę :-)
zaczynam się organizować:
ogloszenie o wynajmie mieszkania wrzucone na gumtree
przeorganizowanie piwnicy też już rozpoczęte
cała reszta przede mną - przede wszystkim bilet!

czuję ekscytacje ale panike bo tak bardzo nie wiem jak to będzie ... i jednocześnie tak bardzo lubie zawsze wiedzieć :-)

zobaczmy ...

czwartek, 25 lipca 2013

I amSTERDAM

florencja i zaraz amsterdam to tak jakby ze słońca w chmury od razu
bajkowe domy, kanały, pęd rowerowy, dystans, przystojni, wysocy mężczyźni, duże stopy kobiet, sklepy vintage, coffee shopy i czerwone latarnie
na początku niedostępny ale z każdym dniem bardziej przyjazny, taka miastowa wioska
każdy sobie, mało kontaktu wzrokowego
jedno słow: szaro - czy to dobrze czy źle jeszcze nie wiem

mówi się, że holendrzy są do bólu szczerzy, asertywni,skąpi, planujący i małoa spontaniczni, niedostępni itd
może miałam szczęście bo wszyscy, których przez te kilka dni spotkałam byli tego przeciwieństwem a może dlatego, że znajomi znajomych a może te ogólne teorie "na temat" nie wszystkich dotyczą

poszłam na spotkanie w Amsterdam Academy of Fashion z nastawieniem, że raczej nic z tego nie wyjdzie bo roczny program jest za ogólny a więcej czasu poświecić nie mogę a i tak trudno mi  sobie wyobrazić, ze na rok znowu wracam na studia
"bądz otwarty, bo nigdy nie wiesz co się może zdarzyć" bo tu nagle się okazuje, że jest możliwości dobrania programu indywidualnie, na określony czas i do tego mogą Ci jeszcze wejścia do firm modowych ułatwić
no i wyszłam z wypiekami i ekscytacją
niesamowite jest uczucie przybliżania się do celu i urealniania swojej drogi
najpierw przeglądasz strony internetowe, później mailujesz aż w końcu jesteś tam na spotkaniu
lubię to w sobie

przez ostatnie miesiące dużo myślalam, zastanawiałam się , zbierałam dane, spotykałam się z ludźmi, jeździłam, sprawdzałam
zgodnie z moją deklaracją u coacha (bez którego trudno byłoby mi wytrwać w postanowieniu i szukaniu własnej drogi), że daje sobie na ten cały proces podjęcia decyzji co dalej, 3 miesiące bez spinania się i presji, zostało jeszcze kilka dni do końca lipca
tak inaczej czułam się w kwietniu jak straciłam pracę - strach, przerażenie, chaos, paraliż, później pojawiła się nadzieja i wizja przyszłości a jednocześnie wolność i otwartość na nowe aż do momentu przejścia do działania, sprawdzania, weryfikacji, porządkowania i planowania
a w między czasie zawsze był i jest rower :-)
niesamowite, że niby chce się mieć w życiu wybór, a jak się już go ma to nagle strach paraliżuje zwoje myślowe i boisz się tej odpowiedzialności i błędów,które możesz popełnić i konsekwencji i wszystkiego co sobie jeszcze wymyślisz

pisanie tego bloga też jest dla mnie taką deklaracją i zobowiązaniem przed samą sobą, że nie zawrócę z drogi szukania siebie, swojej pasji i dodaniem sobie publicznie odwagi :-)

teraz jadę na kilka dni na tai chi złapać trochę równowagi i posłuchać jaką decyzję mam w sobie

no i jeszcze moim okiem Am









wtorek, 16 lipca 2013

Firenze

w ramach uzpełnienia trochę na temat Florencji

nigdy wcześniej, teraz pierwszy raz ...więc wszystko było nowe i fascynujące
zabukowałam jakiś hostel bo było napisane, że prawie w centrum i się okazało, że nawet bardziej niż prawie
5 osób w pokoju ale w zasadzie tylko na noc, łazienki czyste więc nie było źle
jedyne co to brak windy a piętro 4 i wąskie schody i brak światła na schodach (a ja boję się ciemności szczególnie na schodach:-)) i tu poratowała mnie aplikacja smartphonowa pt.Latarka zainstalowana kiedyś dla żartu, tym razem uratowała życie!
miasto nieduże, bezpieczne, idealne także do samotnego szwędania się i w dzień i w nocy

w mniej więcej dwóch słowach:
przepych, złoto, renesans, piekne zabytkowe rzeźby męskich ciał (także męskich ciał obejmujący kobiece), koncerty muzyki poważnej na ulicach wieczorami, włosi, którzy po 2 minutach znajomości proszą Cię o rękę :-), pyszne jedzenie, upał, tysiące turystów

wszystko niby fajnie ale z perspektywy bycia turystą, a ja pojechalam tam sprawdzić czy może to jest miasto moich marzeń, miasto na dalszą drogę życia, miasto modowe, miasto uczelniane, moje miasto

i tu mialam mieszane uczucia bo gorąco, bo leniwie, bo nie czuć ducha miasta tylko duchy turystów ... bo nie wiem czy to ze mna gra więc daje sobie czas na szczere przemyślenia

a tymczasem ruszam do Amsterdamu na ciąg dalszy podróży w poszukiwaniu siebie :-)

mniej więcej w dwóch obrazkach:







niedziela, 7 lipca 2013

się robi

pomysłów na życie mam wiele, czasami jeden wyklucza drugi, czasami się uzupełniają, czasami męczy mnie, że je mam a czasami martwię się jak jest pustka
ale wiem juz jedno myśląc nie wymyśle, bo rozważać można bez końca
mnie ratuje działanie

zawsze tak miałam, zawsze do wszystkiego byłam pierwsza i organizowałam się w sekunde
była to ciekawość świata a zarazem doskonała forma ucieczki od samej siebie
później przyszedł czas weryfikacji, już nie rwałam się do wszystkiego a wręcz do niewielu rzeczy byłam chętna, tu też wkradło się trochę zdrowego lenistwa :-)
teraz lepiej już potrafie poruszać się po dżungli pokus i nieograniczonych możliwości ale to właśnie jednak działanie i sprawdzanie i poczucie i zobaczenie jest moim najlepszym doradcą
jest to mój sposób odnalezienia drogi do siebie

dwa miesiące siedziałam i się zastanawiałam czy szkoła mody, czy w Polsce, czy zagranicą i czy w ogóle
tu coach okazał się nieocenionym wsparciem w moim chaosie decyzyjnym i naprawdę jestem sobie wdzięczna, że nie robie z siebie samotnie walczącej bohaterki (co też jest mi bardzo znane) tylko mam otwartość na pomoc innych, dobrze znających się na prowadzeniu przez wybór nowej drogi

tak sobie gadaliśmy i gadaliśmy i się wykluło, że warto zrobić sobie analize szkół mody na całym świecie (bo w zasadzie po co się ograniczać) i zobaczyć co z tego wyjdzie ...
a że lubie cele i zadania i wyzwania to się wzięłam w garść i znalazłam, napisałam, umówiłam się i pojechałam od razu

1. najpierw była Warszawa
http://www.mskpu.com.pl/
wynajęte sale w innej szkole na siłe zaadoptowane i udają artystyczne
Pani sekretarka łaskę robi, że udzieli odpowiedzi bo wszystko możesz znaleźć na stronie przecież
uciekłam szybko i nawet zdjęc mi się nie chciało robić
2. potem  Kraków
http://www.ksa.edu.pl/
niesamowity klimat, przestrzeń... kreatywność unosię się w powietrzu:-)



kierunek projektowanie
nie wiem jeszcze czy chce projektować i zostać w Polsce... a może trzeba pójść za ciosem i sprawdzić a nie myśleć i myśleć i myśleć i myśleć?

3. no i przyszedł czas na Florencje
http://www.polimoda.com/en/home.html
umowienie spotkania poszło sprawnie
kupilam bilet, wsiadłam i pojechalam
bylam podekscytowana, że tak po prostu jadę sobie sprawdzić i ocenić na własne oczy czy ja, miasto i szkoła kochamy się ze wzajemnością

tu zupełnie inny klimat, przepych, złoto... tak po włosku ...




jest i projektowanie i stylizacja jak wszędzie... ale jest też przewidywanie trendów
aż dreszcz mnie przeszedł jak o tym słuchałam, od razu uruchomiła mi się wizja siebie i przyszłości
no i jeszcze jedna lekcja z życia do odrobienia - ten moduł zaczyna się dopiero od kwietnia 2014 więc cierpliwości tu potrzeba i spokojnego czekania. z jednym i drugim mam problem ...

p.s naprawdę kocham działać!!!

cdn.

czwartek, 27 czerwca 2013

rozdwojenie jaźni

po 2 miesiacach rozmyślań stworzyłam cv i wysłałam do firm modowych, chodzę też na spotkania z ludźmi z branży lub dopiero w nią wchodzącymi, tak żeby się zorientować gdzie jest tu dla mnie miejsce
jestem zdeterminowana i pewna, że dopnę swego, chcę nowego, pracy z pasją 

widzę, że  mogę przełożyć swoje dotychczasowe kompetencje na rynek modowy, że mam pomysły, niby nigdy w tej branży nie pracowałam ale to czuję, zadaje konkretne pytania, przedstawiam konkretne rozwiązania ...

i tu nagle zaczynam czuć coś dziwnego
czy ja w ogóle jestem gotowa na powrót do biznesu jakakolwiek by to branża nie była ?

niesamowite jest tak dac sobie chwilkę i posłuchać co nam w sercu i duszy gra
aczkolwiek ...mimo wszystko... jest to przerażające... bo się okazuje , że niby chce a nie chce, czyli czego chce ?

zaczynam czuć, że ja jednak potrzebuję wyjechać z kraju, poczuć jak to jest żyć w innym miejscu, poprzebywać w innym otoczeniu, poznać inne kultury, zapachy, smaki i siebie jeszcze bardziej
niby wymyślilam sobie, że jak wyjeżdżać to do szkoly mody, tak żeby mieć jakiś cel bo ja zadaniowa jestem, ale teraz widzę, że niekoniecznie tego potrzebuje bo mogę się na rynku mody i bez tego odnaleźć... a wyjazd mimo wszystko i tak mi w głowie huczy!!! i kusi, i ciągnie, i chce.... bardzo chce
tak po prostu pojechać nie wiem gdzie nie wiem na ile i spontanicznie iść za życiem, i zobaczyć co się wydarzy, bez planowania, bez kontroli z otwartością i akceptacją
bliskie mi to bardzo ... taki mój University of Life

p.s paznokci już nie maluje regularnie tak jak deklarowałam wcześniej i się okazuje, że i bez tego da się żyć :-)

wtorek, 18 czerwca 2013

in the arms

to jest teraz ze mna
http://www.youtube.com/watch?v=SnL1e4-NfaA

zawsze wzrusza i otwiera
i sie zastanawiam jak to jest z nami i wami, mezczyznami i kobietami a moze to MY po prostu razem a nie oni jako osobno?

wszystko mamy inne, od mózgu przez genitalia do oczekiwan
kobiety potrzebuja 20 min zeby zachcieć a faceci 3, my dostajemy energii po a faceci chcą iść po prostu spać...
no i tak na mojej drodze w zeszłym tygodniu, po raz pierwszy, pojawiła się tantra i "anioł", który ukoił w swoich ramionach
świadomość, szacunek, spokój, otwartość, energia, love, przyjemność, bliskość, ukojenie, życie
tym dla mnie narazie to jest ...

niedziela, 9 czerwca 2013

flow-ers

co lubisz? co Cię ożywia ?
to ważne pytania przecież a jakoś nie zadawałam sobie go wcześniej
okazało się są to  m.in kwiaty, posadziłam więc ogród na balkonie
nigdy wcześniej nie sadziłam kwiatów (kolejny pierwszy raz:-)) więc do domu przywiozłam już posadzone, bo są na świecie dobrzy ludzie, którzy pokazałi co i jak i zrobili w ramach szkolenia, dwie donice razem ze 120 kg wwiezione z pomocą sąsiadów, wózkiem marketowym :-) nie wnikam skąd wziął się wózek w naszym garażu
no i są i stoją
patrzę na nie codziennie rano i sobie myśle jaka to mała rzecz a daje tyle radości. jednocześnie zdałam sobie sprawę jak dużo wspaniałych małych rzeczy wydarzyło się od momentu kiedy straciłam prace
to był chyba taki szok, że otworzyłam się na świat, inaczej postrzegam to co się dzieje, więcej widze, wiecej czuje a życie toczy się dalej niby tak samo a niby nie
i tylko tyle albo aż tyle

a to one: flow-ers

niedziela, 2 czerwca 2013

filmowe lody

to niewiarygodne nawet  dla mnie samej ale otworzyłam drugie pudełko lodów i jem... wielką łychą z plastikowego opakowania bo nawet mi się nie chce sięgnąć po miske ładną
bo dzisiaj jakoś nie jest ładnie
naprawdę myślałam, że to tylko na filmach ten myk z lodami
sięgam dna w takim razie

podsumowując:
  • zaczyna się 3 miesiąc kiedy nie mam pracy
  • nie szukam bo nie wiem co chce ze sobą dalej zrobić i to już mnie zaczyna stresować bo nie wiem więc nie szukam i tak w kółko
  • niby mam trzy drogi do wyboru ale właśnie zdałam sobię sprawę, że mieć wybór jest wyzwaniem bo to ty ponosisz za niego odpowiedzialność a nie rodzice, przyjaciele, sąsiedzi, pies, kot, system, pogoda itd. więc:
1. wracam do korpo
2. szukam pracy zgodnej z moją pasją czyli modą
3. wyjeżdżam zagranice o czym zawsze marzyłam (może w połączeniu ze studiami modowymi)

      decyzji caly czas nie podjęłam i trwam w zawieszeniu bo się boję wyboru!
  • poznałam fajnego faceta ale się boję, że to nie moment bo przecież trzeba się skupić na szukaniu pracy i dokonaniu wyboru  i rozdarta jestem

światło w tunelu:
wierze, że są ludzie, którzy wiedzą lepiej i od nich się należy uczyć więc znalazłam dobrego coacha rozpoczęłam proces wzrostu w nadziei na ogarnięcie chaosu
dostalam zadania do wykonania w domu i to bardzo porządkuje mój świat na teraz  - robię ranking szkół mody na całym świecie skoro rozważam to jako opcje i projektantów, których podziwiam bo przecież jak się uczyć to od najlepszych!
że też nie wpadłam na to 2 msce temu... siedzialam i liczyłam na cud i że się wszystko samo rozwiąże no ale może to siedzenie też jest jakąś nauką dla osoby, która nawet nie umie wolno chodzić i wolno mówić a co dopiero "wolno" siedzieć

czuję, że czas działania i wyboru się zbliża nieubłaganie i wielkimi krokami więc wracając do początku jem lody dużą łyżką z plastikowego kubka bo to stresujące jest !

wtorek, 28 maja 2013

pokrzywa, kalosze i wałek

ciągle jeszcze zdarza się ten pierwszy raz
niezależnie od wieku zależnie od otwartości
czasami wstyd się przyznać, że to ten pierwszy, czasami brak odwagi, żeby spróbować

ujawnia wszystko i wywleka na powierzchnie czyli: zbieranie pokrzyw w ramach resetingu czaszki
jest sposób żeby się nie poparzyć: chwytasz dwoma palcami za końcówkę liścia i zrywasz szybko
no i co z tego jak i tak się można poparzyć od innych liści lub przez nieuwage
wszystkie lęki galopują na powierzchnie, boję się poparzyć!!!
ludzie zrywają a ja się boję!

i tak sobie myślę, że to jest tak bardzo adekwatne do mojego życia teraz "chce ale się boi"
już prawie łapie liśc tymi dwoma palcami ale sie zastanowić muszeę tysiąc razy czy dam rade, serce bije, ciśnienie skacze a to tylko pokrzywa!
zerwałam 2 listki i kosztowało mnie to naprawdę dużo

ale ciągle jeszcze zdarza się też ten drugi raz, do którego nie przystępujęmy, nadal sparaliżowani strachem lub zniechęceni porażką ...

więc się jednak nie poddaję i próbuję po 2 dniach ponownie
tym razem zbiory bardziej obfite i palce bardziej poparzone, i tak zrywam i sobie myśle jak nazrywam dużo i się przemogę to wszystko się zmieni w moim życiu :-) czyli tajemna recepta: jak przestać się bać
i oświeca mnie nagle w szczerym polu na południu Polski i sobie myśle ale po co ma boleć i parzyć ?
liczy się efekt, biorę nożyczki i po 2 minutach mam już sprawę z głowy i pełna miskę pokrzyw z łodygami i uśmiech na twarzy :-)

wystarczy zrobić pierwszy krok i znaleźć swój sposób.
najważniejsze, żeby nieustannie próbować nawet z naszym przyjacielem lękiem!!!


p.s  pierwszy raz w życiu wałkowałam też ciasto:-)  a że nie było wałka to butelka od wina posłużyła
      i pierwszy raz w życiu łaziłam w kaloszach po błocie i kałużach bezustannie i bezograniczennie

czyli jak niegdyś Paniusia w garniturze i szpilkach wyjechała w góry :-)
     



wtorek, 21 maja 2013

może ona wie

lenistwo mnie ogarnia
niby pojawiają się jakieś projekty a ja siedzę i nic nie jestem w stanie ruszyć
ktoś mądry mi powiedział: zaufaj swojej intuicji bo może ona wie, w który projekt wchodzić a który odpuścić

wieć tak ufam

a nie jest łatwo bo ja działający czlowiek jestem i teraz niby moge działać i mi sie nie chce
niechcenie tez mi się dobrze nie kojarzy i nigdy sobie na to nie pozwalałam
może nadszedł na to czas ?

zostawiam wszystko i jadę w góry
zastanowię się co dalej i będę dla siebie dobra :-)

wtorek, 7 maja 2013

serce wali

dziś jest ten gorszy dzień
minął już ponad miesiąc ja nadal nie wiem nic, nie wiem kim naprawdę jestem skoro nie mam pracy ...

ego szaleje
glówa głupieje
serce wali

skonczylam już czytać książkę Antykariera, która była dla mnie inspiracją do myślenia ...
i teraz pustka, trochę rzeczy wymyślilam ale duży opór i strach żeby je zacząć realizować, niewiara ...
a książka już przeczytana i ucieczki w myślenie już nie ma, jest tylko albo aż konfrontacja
brak kontroli i planu na życie
wszystko to są bardzo trudne dla mnie kawałki

sobota, 4 maja 2013

paparazzi

delektuje się cały czas bezwstydnie i bezustannie i robię im zdjęcia z ukrycia:-)
i podoba mi się to coraz bardziej:-)



 
 
 
i jeszcze na deser :-) bo mało :-p
 

piątek, 3 maja 2013

tożsamość

nie wiesz w końcu kim jesteś

czy tą biurwą z korporacji, Panią dyrektor na obcasach, w okularach, w roli... czy tą wolną, uśmiechniętą, wrażliwą, otwartą dziewczyną na rowerze ....

kryzys tożsamości przechodzę
wartość dodana zmiany

to co wiem, że nie wiem

czwartek, 2 maja 2013

deklaracja

kiedyś uważałam, że wszystko muszę umieć i wiedzieć, więc jak nie wiedziałam to nie robiłam. ominęło mnie dużo i nastresowałam się za wielu
później zorientowałam się, że jak czegoś nie wiem to zawsze mogę zapytać no i że mogę po prostu nie wiedzieć i że są ludzie, którzy wiedzą lepiej i chętnie dzielą się swoją wiedzą
i w tym punkcie jestem dzisiaj

skoro nadal nie wiem jaką drogę zawodową wybrać idę do coacha, może pomoże
pierwszą sesję mamy już za sobą
było dużo fajnych pytań, niektóre narazie bez odpowiedzi, ale też ważne wnioski
pyta ile czasu w idealnych świecie dałabym sobie na spokojne zdiagnozowanie i podjęcie decyzji co dalej? to mówię, że w idealnym świecie 3 miesiące ale w prawdziwym świecie to ja już potrzebuje wiedzieć i działać bo to marnowanie czasu jest w przeciwnym wypadku ...

od słowa do słowa, od paniki, niedowierzania do pokusy, że rzeczywiście byłoby fajnie tak zadbać o siebie i podjąć świadomą decyzję i tak po prostu pierwszy raz w życiu dać sobie czas, a nie brać pierwsze lepsze rozwiązanie ....podjęłam decyzję, że daję sobie te 3 miesiące gdzie spokojnie zdiagnozuje która z trzech dróg jest mi najbliższa.:
1. dalej korporacja
2. spelnienie pasji, którą jest moda (narazie ogólne pojęcie bo nic więcej nie wiem :-))
3. wyjazd z kraju

napisałam więc, do dwóch potencjalnych pracodawców, że jednak potrzebuje dać sobie czas, żeby świadomie podjąć decyzję co dalej. Zrozumieli o dziwo a ja cały czas niedowierzam :-) i biorę życie w swoje ręce.

środa, 24 kwietnia 2013

wielkie czekoladowe ciastko

jeżdże, cały dzień i bezustannie
i jest tak jak sobie wyobrażałam: wolność, szczęście, wiatr we włosach i w spódnicy
i wszystko się mieści w koszyku, i krawęzniki też da się przeżyć i w szpilkach też da się jeździć i nawet lepiej się sprawdzają niż w samochodzie

czuję, że żyje,
czuję, że jestem

aż tak bardzo, że pierwszy raz od daaaaaaaaaaaaaaawnaaaa pyszne wielkie czekoladowo- pomaranczowe ciastko wylądowało na moim talerzu
powoli, pieknym srebrnym widelcem, kosztowałam kęs po kęsie, czekolada rozpływająca sie w buzi a jak zamykająca oczy ...i zapach świeżej pomarańczy obok...

tak dużo życia mi umknęło w międzyczasie jakoś
a to takie piękne jest i smaczne!

niedziela, 21 kwietnia 2013

dreams

jest jest jest !!! czarny, podrapany, używany... holender
już sobie stoi w domu i czeka na jutrzejszą inauguracje!
ale się cieszę!!! ...że poczuje powiew wiatru, słońce, zapach wiosny ale też z tego, że sobie o nim marze a poźniej po prostu juz jest , tak po prostu, tak konsekwentnie i szybko i dokladnie taki jaki miał być :-)
i nie ważne, że pompowanie kół mnie przersta, że śrubka odpada zamiast się przykręcać, że powietrze ucieka zamiast wchodzić i flak... i "pogotowie" sąsiedzkie musi naprawiać nierozgarnięcie blondynki , nie ważne... ważne, że już wszystko działa
a najważniejsze, że to nove jest!

aż tańczyć mi się chcę!
i wszystko jasne:
http://www.youtube.com/watch?v=km-fbVop5Os

sobota, 20 kwietnia 2013

latający holender

kupuję rower

do tej pory tylko z zazdrością i podziwem patrzyłam na rowerzystów zza szyby samochodu bo przeciez czasu za mało, za dużo rzeczy wożę ze sobą na wszelki wypadek (5 par butów, rolki,kijki do nordic walking, koce dwa!?, mate do jogi + wiele innych - i jak to na rower załadować?) zmęczyć się można, niebezpiecznie, trąbią, mało ścieżek rowerowych, krawężniki, nie wiadomo gdzie zostawić rower, nie można się ubrać jak się chce czyli np.nie można jeżdzić w szpilkach (bo samochodem  można - wystarczy delkatnie trzymać nogi w powietrzu tak zeby obcasy nie dotykaly podłogi :-))

potrzebuje novego i świeżego spojrzenia na życie i nie chcę czekać już dłużej więc już jutro jadę oglądać czarnego holendra z duszą i koszykiem wiklinowym.
i w ogole pomyslalam sobie, że może by się do Amsterdamu wyprowadzić skoro tak bardzo już novego szukam i rowery lubić zaczynam?

piątek, 19 kwietnia 2013

jedno jest

kreatywność prześladuje mnie od miesiąca bo wymyśleć chcę na siłę swoją przyszłość
może nie na siłę trzeba ? samo przyjdzie mówią

a tu jeszcze inni dodają, że to dobra zabawa ma być

http://www.blogtalkradio.com/31voicesmarch/2011/10/13/3-secrets-of-creativity-and-the-tao

taka zawieszona jestem pomiędzy ziemią a niebem, realiam i marzeniami
obraziłam się kiedyś na marzenia jak się jedno najważniejsze o szczęśliwej rodzinie nie spełniło
a teraz wracam z pokorą i znowu zaczynam marzyć ... o szczęściu, spełnieniu, odkryciu i realizacji pasji ... i nadal o szczęśliwej rodzinie
rozumieć już zaczynam, że wszystko to ze sobą jest powiązane bo życie jest tylko jedno czy zawodowe czy prywatne, połączone a nie rozdzielone , wymieszane i wstrząśnięte, bo jedno jest ... więc bawmy się dobrze !

czwartek, 18 kwietnia 2013

nie chce mi się

nie chce mi się już malować paznokci jednak, płakać mi się chce po prostu, leżeć i ryczeć
nie chce mi się już trzymać jednak, puścić mi sie chce cały czas po prostu
nie chce mi się nic jednak i po prostu

silna, dzielna, niedzielna , pozytywna, z wizją, ubrana, uczesana, uśmiechnięta
to nieprawda jest na dzisiaj

zła, smutna, przerażona, zaniepokojona, nic niewiedząca, rozleniowiona, bez wizji, puszczona , rozżalona...
prawdziwa ....nie tylko na dzisiaj


p.s mimo wszytko poranne wstawanie sprawdza się jednak jako tako

niedziela, 14 kwietnia 2013

just do it

siła jest w nas. to my decydujemy kiedy, gdzie i jak chcemy żyć.

nie jest to kwestia doświadczenia, stanowiska i całej tej otoczki ale kwestia smaku pasji i wizji, tego co naprawdę chcemy robić, jak żyć i  jak się z tym i w tym czuć, poczuć, być, pobyć, smakować, zasmakować... oddychać, spełniać...

i nie ma ograniczeń a w zasadzie jest tylko jedno: my sami

http://www.youtube.com/watch?v=zSIRl_aIsA8&list=PLD8C18621B3AFBCB6

czwartek, 11 kwietnia 2013

eliminacji kulminacja

"sztuka prostoty" czyli mniej znaczy więcej ? już lata temu przeczytałam tą książkę od deski do groteski. pamiętam, że byłam pod wrażeniem i tyle albo aż tyle.
i tu nagle po latach zaczęło za mną chodzić czyszczenie szafy. rzeczy, ktorych nigdy nie założyłam, nie założę, bo złe wspomnienia, niepotrzebne emocje i skojarznia, bo się znudziły, bo nie ten kolor już, bo taki kaprys mam i bez powodu też.
wszystkie szmatki wylądowały w torbie, której widok nie sprawia, ze jest wrażenie "mniej" ale za to jak się szafę otworzy ... ulga, przestrzeń, powietrze, perspektywa i mocne postanowienie, żeby je nie zapełniać na nowo a kuuuusiii...

kusi kusi ale dźwięczą słowa: 

eliminuj to co zbędne
upraszczaj
to sposób aby wpuścić więcej życia
niezbędne rzeczy, niezbędne słowa, niezbędne działania

a torba pustoszeje, inni się cieszą a ja robię miejsce na nove i nie tylko w szafie, NOVE W ŻYCIU!


wtorek, 9 kwietnia 2013

full mind

spięłam się dziś cała... bo może to poszukiwanie siebie to jedna wielka bujda? kolejne zadanie, które sobie wyznaczyłam? czy to w ogóle możliwe?
zła jestem i niecierpliwa. motam się, dużo wątpliwości, strachu  i "nie wiem" cały czas i nieustannie. żołądek znowu ściśnięty. staram się trzymać i działać jak zwykle nie dając sobie czasu na zatrzymanie, smutek, ryk, który ciśnie się tak, że nie da się go powstrzymać już dłużej ... pierwsza duża zmiana?
może to takich zmian szukać trzeba a nie tam wielkich życiowych decyzji (czytaj poniżej) ?

pojawił mi się pomysł wyjazdu z kraju, jeszcze nie wiem gdzie i kiedy itd. i w zasadzie jeszcze nie wiem po co ale już wymyslam sobie kolejne przeszkody dlaczego nie warto i dlaczego może się nie udać.
to jak mam coś w swoim życiu zmienić jeśli boję się już samej myśli pojedyńczej?  dlaczego głowa pracuje na niekorzyść a nie korzyść?

szukam odpowiedzi więc pojawił się dzisiaj temat "mindfullness" jako kolejny krok do testowania rozwiązań "zmianowych" na żywym organiźmie czyli moim full mind'zie.
pojawia się i znika ?

nove today: weszłam schodami zamiasta jechać windą!!!!!!!!!!!!!!! 6 pięter:-)
                      ide spać wcześniej, żeby wstać z kurami, bo niby zdrowiej
                       

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

bo ja nie wiem nic

szukam dalej! dzisiaj wpadła mi w ręce a w zasadzie została mi wciśnięta przez moją przyjaciółkę, książka Antykariera. bo ja nie wiem co ja dalej chcę, bo ja nie mam na dzisiaj odpowiedzi, w którą stronę iść, bo ja nie wiem nic ...

więc czytam i znowu robię oczy bo pojawiają się pytania, które chcesz czy nie chcesz zatrzymują na chwilę:
1.Co mnie trzyma przy życiu? Co mnie ożywia ?
2.Gdzie w moim życiu pojawią się flustracja? opór?

powoli ...najmniejszym paluszkiem u stopy ....wchodzę na jakąś drogę ?

ale tak powoli to nie w moim stylu (może warto zmienić styl!) więc pobiegłam na Zumbe. pierwszy raz. jako nove.
o ranyyyyy!!!  jak ja to kocham, latynoskie rytmy, taniec, radość, wariactwo, skakanie, pot, uśmiech czyli odpowiedź na pytanie 1 sama sobie przyszła:-)

dlaczego tak dawno nie robiłam tego co kocham? co jeszcze kocham?

niedziela, 7 kwietnia 2013

jajecznica na boczku

paznokcie umalowane, tym razem szmaragdowo:  wakacyjnie lub wiosennie, w zasadzie do jednego i drugiego jeszcze daleko to się przybliżyć staram chociaż
cały czas poszukuje, rozglądam się, patrze i chyba widzieć zaczynam, słucham i chyba słyszeć zaczynam i się okazało, że:

żeby na nową górę wejść z jednej trzeba zejść
zaufanie do siebie jest najważniejsze
zaangażowanie to smak życia!
jajecznica na boczku - dla ciekawskich polecam filmik wyjaśniający :-)
w nieznane wejdż, odważnym bądź, za tajemnicą idź
i
leć za marzeniem swym ...
z pełną mocą odwagi
 
 

  

sobota, 6 kwietnia 2013

za nove

no dobra! moge teraz usiąść i płakać bo przeciez to tragedia się stała albo zająć się ogarnianiem swojego życia tak naprawdę. wybrałam ogarnianie.
pierwsze postanowienie: malować paznokcie ( bo niby co? jak nie chodze do pracy to nie znaczy, że kobietą już nie jestem) i nie wiem o chodzi ale to działa:-) godność została zachowana ;-) dzisiaj są czerwone!
postanowienie drugie: regularnie (czytaj: codziennie) robić coś nowego
postanowienie trzecie: szukać swojej prawdziwej drogi, prawdziwej pasji. prawdziwego życia. krok 1 szukać inspiracji, widzieć i słuchać.
no i żeby to uczcić wypiliśmy właśnie butelkę wina z moją przyjaciółką i jej mężem: za szanse, za wolność, za nove (bo jak nove to nie nowe). Zdrowie!!!

piątek, 5 kwietnia 2013

puść się wreszcie

boję się chodzić spać bo dzień udało się jakoś przejść ale jest strach przed kolejnym. boję się obudzić bo to kolejny dzień. otwieram oczy i swiadomość też się budzi jakby nie mogła chociaż chwile poczekać w tej sytuacji:-(. juz po otwarciu pierwszego oka natłok myśli: jezu nie mam pracy, jezu co zrobie, jezu jak to będzie, jezu! matko boska! jak to mówi moja chrześnica. i tak strach mi towarzyszy od otwarcia do zamknięcia oka ostatnio. nie umiem tego skontrolować, nie umiem tego zaplanować, nie umiem, nie wiem. pierwszy raz w życiu muszę się puścić i odpuścić. no i ok, niech się dzieje

czwartek, 4 kwietnia 2013

bo to szansa jest

no i sie nie spodziewalam a przeciez wszystko zawsze planuje i potrafie przewidziec niby przeciez ...
wezwali mnie na spotkanie bo chcieli pogadac o wspolpracy. niesamowite jak zycie sie zmienia, wchodzisz i masz prace, wychodzisz i jej nie masz ...i co ? taka twarda zawsze i trzymajaca fason i emocje na wodzy w pracy tzw. profesjonalistka, a tu rycze i mam to w dupie, niech sobie patrza ... juz w zasadzie nie jestem w pracy, nie jestem w roli już. wszystko sie zawala w pierwszym momencie, panika, żal, zagubienie, złość, mętlik. rzygać się chce. no i tak mam siedziec i plakac? no to sie zbieram w sobie i wychodze z firmy... i ...dalej jade siedziec i plakac... do przyjaciółki. i tak siedzimy u niej w pięknym biurze o zapachu aksamitnych $ tzwn. 'zielonych',  przynosi przyszna kawe i mówi, że to szansa jest ...  te słowa i zapach pamiętam